no i w piątek byłem na akupunkturze - dwie igły w kręgosłup, jedna pod kolano, trochę pocierpiałem, ale wybiegłem żwawo, jak zwykle w weekend zapakowali mnie do samochodu i pojechaliśmy do ich stadniny - od dużych zwierzaków - koni - trzymam sie z daleka od czsu, kiedy "kopnęło" mnie ogrodzenie - wolę trzymać się z daleka, ale mam ,umpla w moim kolorze - mówą, ża to kot, ale ja go lubię i namiętnie liżę, po sesji lizania KOWBOJ -tak ma na imię, ucieka na wyższe poziomu, które są niestety dla mnie już niedostępne, wymieniamy więc tylko komunikaty werbalne.
Ale wracając do moich wspomnień z dzieciństwa, chyba byliśmy na działce u Babci - potem zabrali mnie do nowego Domu - dla nich też był nowy - wszędzie poustawiali kartony, żeby mnie powstrzymać - przeskoczyłem je na początku. Dom był fajny - oni chodzili też na górę, ale mi zastawiali wejście płotkiem. Spacery były odlotowe - na "psim polu" stał jacht pełnomorski - czasami przy wieczornym spacerze wyłaniał się z niego pan budowniczy, co było bardzo surrealistycznym przeżyciem. Później zniknął jacht, pole podzielili na działki, wybudowały się domy, teraz buduje się osiedle i moje psie pole znikło. Ciągnę czasami Pancia, żeby popatrzeć co tam robią, ale to tylko hałas i światła na budowie nad ranem. Tak jest teraz, ale przez 10 lat było to Moje psie Pole. Ilu kumpli tu poznałem, spotykaliśmy się prawie codziennie, teraz trudno już do nich dotrzeć - każdy zmienił swoją trasę. Ale ja jestem wytrwały, ciągnę Pancia, żeby obejżeć postęp robót - za chwilę będzie tu osiedle ze 130 szt mieszkań - ile to nowych psów przyjdzie ? Może jakieś młode suczki ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz