to już dzisiaj - po spacerku, a raczej człapanku porachowałem na pazurkach i wyszło mi, że dziś jest wizyta u naszego chińskiego weterynarza. Od półtora miesiąca kuruja mnie akupunkturą. Wysiadły mi stawy i już prawie nie mogłem chodzić, przestałem jeść, żeby się nie wypróżniać i musieli wywlekać mnie na zewnątrz. Aż w końcu wpakowali mnie do samochodu i pojechaliśmy niedaleko do nowego doktora. Ten wpakował mnie na wagę, gadał cały czas z Pancią i Panciem, potrm wpakował mi igłę w żyłę i zabrał mi trochę krwi - to było do badań. W międzyczasie wpakował mi 3 igły - dwie koło kręgosłupa i jedną pod kolano, leżałem sobie i było to nawet bardzo przyjemne - czułem jak odzyskuję siły i ochotę do chodzenia. Analizy trwały 2 godziny, a ja sobie leżałem, dostałem jeszcze jakąś kroplówkę i zrobiło mi się bardzo błogo. Wyniki były rewelacyjne, doktor stwierdził, że mam krew jak u szczeniaka, trochę kłopotów z wątrobą, ale to już mój wiek. Pomieszał zioła, coś tam im naopowiadał i w końcu mogliśmy wracać. Kiedy stanąłem na cztery łapy poczułem się jak 10 lat młodszy i radośnie wybiegłem do samochodu. Szczęki im prawie opadły - musieli mnie prawie przynieść, a po chwili wybiegam merdając ogonem. Wiwat Chińczycy !
Codziennie dodawali mi jakieś napary do mojego żarcia, ale o dziwo smakowało lepiej i znowu zacząłem wyżerać do końca. Od kilku miesięcy śpię na dole i nie miałem siły i ochoty wspinać się do ich sypialni, po tej terapii dostałem takiego kopa, że zachciało się znowu wspinaczki. Pierwszego dnia usłyszeli moje pazurki i sprowadzili z powrotem na dół. Pozostało się przyczaić i czekać na ich nieuwagę. Po trzech dniach zapomnieli postawić płotka przy schodach - udawałem, że zasnąłem, a potem myk i na poduszeczkach (bez pazurków) na górę. Jak już byłem prawie na piętrze chyba nie mieli sumienia mnie znosić no i zostałem.
Przypomniały się dawne czasy, ale na wspięcie się do łóżka zabrakło mi już siły. Przez kolejne dni już mnie pilnowali i niestety spałem na dole.
Od pierwszej kuracji minął miesiąc i znowu mnie dopadło - łapy nie chcą mnie nosić, wszystko boli, nie chce się wychodzić ani jeść. Na szczęście zawiózł mnie Pancio na następne igiełki - może nie było to tak spekakularne jak za pierwszym razem, ale pomogło i znowu mogłem chodzić. Umówili się na następne zabiegi - i to właśnie, jak dobrze rachuję jest dzisiaj - leżę sobie, czekam i może w weekend pobiegamy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz