Imię - Carlos, rasa Labrador Retriever, wiek 14 i pół roku, mieszkam w Poznaniu
Szczęśliwie dożyłem sedziwego dla mnie wieku i odpoczywając pod schodami chciałbym Wam opowiedzieć koleje szczęśliwego życia. Urodziłem się w Niewierzu w Wielkopolsce, beztrosko dokazywałem z czwórką rodzeństwa, kiedy pewnej soboty przyjechała do moich właścicieli para ludzkich prawie czterdziestolatków i zaczęła nam się przyglądać. Moje rodzeństwo było bardzo niefrasobliwe, dokazywało i bawiło się, chcąc się przypodobać nowo przybyłym Ludziom. Wydaje mi się, że byłem bardziej dojrzały i nieufny, trzymałem się wiec z rezerwą z boku. Nie wiem dlaczego tych dwóch Dwunożnych zwróciło na mnie uwagę. Kobieta (wyglądała na bardziej odpowiedzialną) zwróciła na mnie uwagę - zapytała właścicielki i wzięła mnie na ręce (wtedy raczej wolałem futro mamy, ale było to miłe doświadczenie). Po krótkiej chwili pieszczot, wniosek był natychmiastowy - ten i tylko ten. Facet załatwił coś z właścicielką (widziałem jak daje jej jakieś kolorowe karteczki), wzięli kilka kartek i bez własnej woli zostałem zapakowany razem z nimi do białej klatki (potem dowiedziałem się, że nazywa się samochodem) i zaczęliśmy się przemieszczać w nieznanym kierunku.
Gdy się zatrzymaliśmy na rękach zostałem wniesiony w jakieś nieznane miejsce, gdzie czekała dwójka mniejszych Dwunożnych - zachowywali się jakby na mnie czekali (chociaż potem dowiedziałem się, że była to niespodzianka). Od razu wzięli mnie w obroty - zabawa była przednia, chyba nawet lepsza niż z rodzeństwem. Potem dowiedziałem się, że wcale nie mieli zamiaru kupować psa, pojechali tylko obejrzeć "żółtego psa - labradora", jakiego widzieli w jakimś amerykańskim filmie. Kobietę jednak tak zafascynowała moja osobowość, że nie pozwoliła Facetowi odjechać. I tak do nich trafiłem w lipcu 1977 roku (oczywiście sam cyferek nie kumam, ale podawał je Facet więc zapamiętałem).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz